zawiany

Dodano dnia 06/08/2011 | 0 comments

zawiany

XIX Niedziela zwykła

Mt 14,22-33

Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” A On rzekł: „Przyjdź!” Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.

„Od zawsze” istniała w człowieku pokusa, chęć przetestowania Boga. Z resztą robimy to często i dzisiaj w sposób bardziej lub mniej świadomy, bardziej lub mniej jawny. Więc Panie, jeśli to ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. I Bóg się na to zgadza. Niby wszystko w porządku, a jednak czasem spełnianie naszych zachcianek wpędza nas w tymczasowe tarapaty.

Udało się Piotrowi przekonać Jezusa do testu, lecz nie udało mu się uwierzyć we własne zachciankowe marzenie. Co je powaliło? Burza? Porywisty wiatr? Nie. Widok wiatru. Lęk przed realnym zapewne zagrożeniem, ale nie konkretna sytuacja. Być zawianym czyli zalęknionym, to dziś też przerażenie (nie)miniona przeszłością, popełnionym niegdyś błędami. Jak bardzo potrzeba wtedy by nasze własne wyobrażenie Boga uległo prawdziwemu Bogu.

Widzieliście „Kreta”, nie tego po „Wiadomościach”, ale filmowego? Otóż w plejadzie lepszych i gorszych filmów wszedł na ekrany polskich kin polski film – Kret. Opowiada nie tylko historię człowieka, który będąc jednym z czołowych działaczy Solidarności, „przez życie” został zmuszony do podpisania deklaracji współpracy z UB. Spokojnie można na film spóźnić się około 20 minut, natomiast wyjść wcześniej – absolutnie.

A wracając do Piotra i „jego” zdolności chodzenia po wodzie nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja, że w życiu chodzi o to by być bardziej pewnym Pana Boga niż siebie… taki jest człowiek wiary. Bo wiara to droga od pewności siebie do pewności Boga i vice versa od niepewności (egzystencji) Boga, do zakwestionowania samego siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *