za(d)ufani

Dodano dnia 30/11/2012 | 1 comment

za(d)ufani

Piątek, XXXIV tydzień zwykły
Mt 4,18-22

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Czasami to mnie litość ogarnia nad… Panem Bogiem. Panie Boże, zlituj się nad… Panem Bogiem! Szczerze Mu współczuję, że ma takich apostołów, czy jak to oni sami siebie dzisiaj nazywają: „współpracowników”. Cóż za krnąbrna zachłanność? Słudze pchać się na tron.

Że niby oni tacy dobrzy, posłuszni i święci. Bo nie oglądają się za siebie i idą za Nim, „natychmiast”. W nieznane. I że niby wszystko zostawiają. Nawet rodzinę, sieci i łódź. Internet też? Wszystko?

A przecież grzechów i wybrakowań w nich niemnoga. Czyli że jednak coś w posagu ze sobą zabierają. Ot choćby i to, że się tak stroją i pielęgnują, miast dbać o przybytki Pana, bezwzględnie i bezgranicznie. Bez-nadziejni. O, żałośni i ci, decydujący się podzielać ich nieszczęsny los!

Czy aż tak musi się ten Pan Bóg ograniczać, że inwestuje w słabych homo – powiedzmy – sapiens? Chyba nie musi. Nie, On niczego musi! Ale skoro inwestuje, znaczy że tak właśnie chce. W niczym i nikim innym nie składa swych… nadziei. Prawda, mógłby jeszcze spróbować z kwiatkami czy pięknie wypolerowanym drewnem. Ale to chyba nie to samo? A zatem inwestuje swe nadzieje w tych mniej lub bardziej rozgarniętych rybakach.

Rzecz w tym, czy i ci zechcą w Nim zainwestować swoje.

ks. Przemek Bukowski SCJ

Jeden komentarz

  1. Nie ma w Sercu Jezusa większej miłości nad tą do kapłanów. Kiedy się dobrze przemedytuje Ostatnią Wieczerzę to można zobaczyć tam wszystko tzn że w tej miłości zawarta jest cała troska Boga – Człowieka o każde ludzkie serce, o zbawienie każdego z nas.
    O. Pio powiedział: „Świat by dłużej istniał bez słońca, aniżeli bez Eucharystii.”
    Za każdym razem w czasie konsekracji, kiedy Chleb i Wino stają się żywym Bogiem, patrząc na kapłana przez ręce którego dokonuje się to Przeistoczenie, ten Cud, pojawia się w mojej głowie m. in. jedno zdanie – jakie to trudne, najtrudniejsze powołanie! Staje się bowiem kapłaństwo ofiarą Pana i męką i krzyżem, aż do umierania każdego dnia na wzór Tego, który wybrał drogę nie zaszczytów, pochwał i uznania, ciągłego „głaskania po głowie”, ale drogę konania i śmierci w odrzuceniu, opuszczeniu i samotności. Dzisiejszy świat tego nie przyjmuje i wielu którzy pięknie rozpoczęli drogę do świętości, kończy ja na początku lub w połowie. NIE MA, NIE BYŁO I NIE BĘDZIE INNEJ DROGI DO ŚWIĘTOŚCI JAK JEDNA JEDYNA DROGA JEZUSA CHRYSTUSA. Nie chcemy o tym pamiętać i nawet słowa samego Boga wypowiedziane do wielkiej mistyczki danej nam tu, w naszym kraju, pod nosem, mało kogo przejmują: „Jeszcze się nie spełniła wola moja w tobie całkowicie, jeszcze pozostaniesz na ziemi, ale nie długi czas. Podoba mi się bardzo UFNOŚĆ twoja, ale MIŁOŚĆ niech będzie gorętsza. MIŁOŚĆ CZYSTA daje duszy moc w SAMYM KONANIU. Kiedy KONAŁEM NA KRZYŻU, NIE MYŚLAŁEM O SOBIE, ALE O BIEDNYCH GRZESZNIKACH I MODLIŁEM SIĘ DO OJCA ZA NIMI. Chcę, ażeby i ostatnie chwile twoje były ZUPEŁNIE PODOBNE DO MNIE NA KRZYŻU. JEDNA JEST CENA, ZA KTÓRĄ SIĘ KUPUJE DUSZE – A TĄ JEST CIERPIENIE ZŁĄCZONE Z CIERPIENIEM MOIM NA KRZYŻU. MIŁOŚĆ CZYSTA ROZUMIE TE SŁOWA, MIŁOŚĆ CIELESNA NIE POJMIE ICH NIGDY”. Dzienniczek 324
    Módlmy się za siebie nawzajem abyśmy naprawdę przeżyli życie zgodnie z Wolą Bożą, w którą dla każdego jest wpisane cierpienie. Ono bowiem oczyszcza serce najlepiej, ono uczy pokory najskuteczniej, ono jest znakiem przynależności do Tego, który stając się Sługą, „stał się jedna raną i jednym cierpieniem” – tak był oszpecony, skatowany i sponiewierany, że do człowieka nie był podobny. Bał się krzyża jak my, bo każdy ma swój Ogrójec ale Miłość zaprowadziła Go do końca – apogeum Świętości, którą był jest i będzie. Alfa i Omego, początek i koniec, w Nim się rodzimy do życia, w Nim żyjemy i w Nim umieramy. I z Nim królować będziemy jeśli z Nim, Jego drogę od początku do końca przejdziemy.
    Powodzenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *