wiara i sukces

Dodano dnia 16/03/2009 | 0 comments

wiara i sukces

Tomasz Adamek przyszedł na świat 1 grudnia 1976 r. w Gilowicach , w zawodowym boksie stoczył 38 walk. Wygrał 37 (w tym 25 przed czasem), przegrywając tylko raz. Mistrz świata zawodowców federacji IBF i IBO w kategorii junior ciężkiej, były mistrz świata zawodowców federacji bokserskiej World Boxing Council (WBC) w kategorii półciężkiej, medalista mistrzostw Europy amatorów, międzynarodowy mistrz Polski. Zdobywca 2. miejsca w 2005 i 4. w 2006 roku w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski. W lutym 2009 magazyn „The Ring” uznał Adamka najlepszym pięściarzem w wadze junior ciężkiej. Ostatnimi laty dał wiele dowodów mężnej postawy w ringu, ale i poza nim. Jest bowiem skromnym człowiekiem ogromnej wiary, której przy wielu okazjach mówi o tym, jak dużo zawdzięcza Panu Bogu. Jego charakterystyczne wypowiedzi to np.: Inni potrzebują psychologa, a mnie wystarczy Bóg. Jemu powierzam swoje kłopoty i nigdy się nie zawiodłem. Bez Niego byłbym nikim. Z Tomaszem Adamkiem rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ.

Każdy ma marzenia, już jako dziecko planuje, często na wyrost swoją przyszłość. Jak Pan został pięściarzem?
Każdy ma w życiu swoje przeznaczenie, jakąś misję do spełnienia i robi to, co robi. Jeden jest pięściarzem, drugi np. księdzem. Każdy ma dary od Boga i wykorzystuje je. Dziękuję Mu za to, że mogę wykorzystać w swoim życiu dary od Niego. Jak ja zostałem pięściarzem? Sam nie wiem. Lubiłem marzyć, interesowały mnie sporty walki, a do boksu trafiłem przez szkołę. Szkoła w Żywcu to miejsce, które zapoczątkowało moją drogę. Nigdy nie myślałem, że będę wielkim zawodowcem, nie lubiłem rzucać się w oczy.

Jakim sukcesem chciałby się Pan pochwalić już w tym wieku?
Na pewno tytuł mistrza świata w Federacji WBC (2005-2007), IBO (2007-2008) i w Federacji IBF (2008).

Co Pan czuje przed wyjściem na ring?
To są ogromne emocje. Chcę się dobrze zaprezentować przed moimi kibicami, no i pokazać kawał dobrego boksu.

Mówią, w jednym z wywiadów, że jest Pan człowiekiem „twardej pięści, ale miękkiego serca”. Co to znaczy?
Nie wiem, proszę pytać tych, którzy to mówią.

Autorytety, czy warto dzisiaj ich szukać? Czy ma Pan autorytety?
Myślę, że nie. Jestem Tomaszem Adamkiem i sobą pozostanę. Nie naśladuję nikogo.

„Wierzący pięściarz”. To dość egzotyczne połączenie, szczególnie, że wielu ludziom boks kojarzy się z agresją, bójką, ulicznym chamstwem. Jak to można połączyć?
Dziś, także w Polsce, jest moda na to, aby Boga wstydzić się, przestać publicznie przyznawać się do własnej wiary. Ja wstydzić się swojej wiary nie zacznę. Zresztą stare polskie przysłowie mówi: „Bez Boga ni do proga”

Czy udzielając wywiadów, próbuje Pan ewangelizować tych, do których Pan mówi?
Ludzie pytają w wywiadach, czy to prawda, że ja się modlę. A ja mówię, że chcę iść do nieba, więc muszę się modlić. Z resztą modlitwa nie tylko do zbawienia jest potrzebna, ale tak po prostu do życia, w którym przecież bez Boga można się pogubić.

Przed każdą walką modli się Pan z całą ekipą. O co się Pan wtedy modli? O to, żeby zadać taki cios, żeby rywal nie wstał z ringu?
Modlę się nie tylko ze swoją ekipą, ale także z Amerykanami. Mówimy wtedy „Zdrowaś Maryjo”, modlimy się do Matki Bożej, by nas okryła płaszczem swej opieki. Nie modlimy się o ring.

Czy miał Pan w swoim życiu takie wydarzenie, żeby powiedzieć: „Tak, w tym doświadczeniu Pan Bóg maczał palce!”?
Już dzień moich narodzin taki był. Przecież to jest plan Boży wobec każdego człowieka. Plan Boga jest taki, że dzisiaj mam walczyć i to robię. I wiem, że idę z Bogiem przez całe życie.

Czy ma Pan jakąś receptę na dobrze spędzone święta wielkanocne?
Jest to czas smutny, czas zadumy i refleksji, dokonuje się coś najważniejszego dla ludzkości. Jest to największe dla chrześcijan święto, nawet przykazanie kościelne o tym mówi: „…przynajmniej raz w roku, w czasie wielkanocnym, Komunię świętą przyjąć”.

Kiedy zobaczymy Pana na żywo? Kiedy będzie najbliższa walka i z kim?
Będę walczył w drugi weekend czerwca,  w Polsce, na żywo, ale nie wiem, kto będzie moim przeciwnikiem. Druga walka będzie pod koniec lipca.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę powodzenia na walkach, a na święta Zmartwychwstania pragnienia świętości i rodzinnych chwil.
Dziękuję bardzo.

Artykuł ukazał się w „Pasterzu” 2/2009

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *