(po)wołani

Dodano dnia 21/01/2012 | 1 comment

(po)wołani

III Niedziela zwykła
Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Czy powołanie można odkryć jedynie w określonym wieku? A co jak człowiek ma już 50 lat za pasem? Czy Bóg może go jeszcze do wypełnienia misji powołać? Zdaje mi się, że mamy nie najszczęśliwsze wyobrażenie powołania przez Boga. Bo albo wydaje się ono wydarzeniem, któremu maja towarzyszyć duchowe fajerwerki, jakieś nadzwyczajne wewnętrzne objawienia. Albo myślimy, iz jest ono zarezerwowane na wyłączność jedynie dla młodych, pięknych i fizycznie sprawnych. Nie trzeba wspominać, że słowo „powołanie” odnosimy najczęściej jedynie do księży, sióstr zakonnych i lekarzy… tak jakby inni nic nie robili „z powołania”. Ten ostatni mit udaje się przełamać.

A powyższy fragment Markowego przekazu ewangelicznego właśnie łamie stereotypy. Jak?
Po pierwsze: Jezus powołując uczniów nie używa patetycznych zwrotów, nie obiecuje wysokich stanowisk, ani prestiżowych pozycji społecznych. Mają pozostać dalej „rybakami”… tyle że „ludzi”.
Po drugie: spotyka ich w dzień, w czasie pracy, nie zaś w nadzwyczajnych okolicznościach. Nie są to też spotkania w cztery oczy… W jakiś sposób wyciąga ich ze środowiska, dla innego środowiska.
I po trzecie: Powołuje tych, którzy choć mają ułożone życie (nie są bezrobotni), to ich życiowa sytuacja jest różna: jedni aktywnie działają – zarzucają sieci, inni są w całkiem innej chwili – naprawiają sieci. Wszyscy są jednak w łodzi, w sferze własnych pragnień, życiowych planów. Chcąc pójść za Jezusem muszą z niej wysiąść, choć rybackiej tożsamości nie stracą.

Jeden komentarz

  1. jakie to na czasie… Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *