moje camino…

Dodano dnia 19/09/2010 | 2 komentarze

moje camino…

Bo camino jest i musi być zawsze moje, czyli takie jaki ja jestem. Halinkowe ran na stopach okazały się na tyle poważne, że musi odpocząć, czyli przejażdżka pociągiem do Leon i 2 dni odpoczynku… Wiec znów wędrujemy we dwóch.

Niedziela to trudny dzień… Dzień pod znakiem barów i bocadillos… Ok 36 km za nami. Dziś kolacjujemy z Martinem i Kim z Korei… Cudna hospitaliera.

Niedziela to ciężki dzień dla pielgrzyma... pustki wszędzie

Czy ja mówiłem może, że lubię fotografię?

Jakubowe krzyże

i krzyże niczyje

Kolacja z Kim i Martinem

2 komentarze

  1. To Astorga może?

    • Nie, nie. Ten etap to wariacka trasa (pod względem dlugości) z San Nicolas del Real Camino przez Sahagun do Reliegos (razem ponad 38 km). Planowaliśmy zatrzymać się miejscowość wcześniej w El Burgo Ranero, ale w niedzielę okazało się pełne już we wczesnych godzinach popołudniowych. Więc pozostało zjeść kanapkę w barze po drugiej stronie ulicy (sklepy spożywcze zamknięte) i ruszyć jeszcze 12,8 km… bez źródła wody po drodze… Zdjęcia krzyży właśnie są z tego odcinka. Ostatnie zdjęcie już z Reliegos – dobrej i szybkiej kolacji z Kim (Korea) i Martinem (Szwajcaria).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *