łódź

Dodano dnia 19/01/2012 | 4 komentarze

łódź

Czwartek, II Tydzień Zwykły
Mk 3,7-12

Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Wiele razy spotykam ludzi, którzy często miewają wielkie wyrzuty sumienia, z powodu tego, że trwają przy Panu jedynie ze strachu czy z potrzeby. Czują się przez to gorsi od innych wierzących, którzy tak po prostu idą za Jezusem. A ja dzisiaj chcę wszystkich z tymi wyrzutami sumienia z powodu motywacji uspokoić. Jak mówi bowiem słowo: Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nie pociągała ich z początku miłość do Jezusa, ale widok tego, że ma moc zrobić coś z tymi ludzkimi biedami. Nie bójmy się udać do Jezusa z naszymi troskami, bólami, chorobami czy nawet grzechami pomimo, iż nasza motywacja może nie jest najwznioślejsza. Bóg sobie z tym poradzi, a my mamy szansę na cud i tym samym, na zdobycie wiary wielkiej i miłości.

Z błogosławieństwem +
ks. Michał Olszewski SCJ
www.slowopana.com

4 komentarze

  1. Zachwycająca jest delikatność księdza.

    Tylko nadmienię, że jeśli ktoś trwa przy Panu ze strachu czy potrzeby to bardzo dobrze – bo wybrał dobrą drogę. Sam Bóg tego chce. On jest przecież pokarmem, chlebem, który zaspokaja głód czyli właśnie potrzebę. Mówi – przyjdźcie do mnie wszyscy którzy utrudzeni jesteście a ja was pokrzepię (Mt 11,28).

    Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”,
    a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości,
    i biedny i ślepy, i nagi.
    Radzę ci kupić u mnie
    złota w ogniu oczyszczonego,
    abyś się wzbogacił,
    i białe szaty,
    abyś się oblókł,
    a nie ujawniła się haniebna twa nagość,
    i balsamu do namaszczenia twych oczu,
    byś widział. (Ap 3,17-18).

    I jeszcze więcej – jeśli kto nie spożywa tego chleba, którym jest Jezus – umrze (por. J 6,49-50).
    Dziękujmy Bogu za lęk i potrzeby, które dają nam moc żeby zwrócić się do Niego o pomoc.

  2. Najważniejsze, by być przy Jezusie. On jest Lekarzem i leczy nas podczas Eucharystii jeśli Mu na to pozwalamy. Adoracja choćby Jezusa ukrytego w tabernakulum jest balsamem na nasze rany. Doświadczałam tego gdy adorowałam Go dwa razy w tygodniu po pół godziny.

  3. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie jak wielkie musiały być to tłumy, które szły za Jezusem… tłumy kalek, ślepców, trędowatych…, którzy cisnęli się do Jezusa aby Go dotknąć. Toteż Jezus chciał by była gotowa łódka dla Niego…
    Kiedyś miałam okazję wypłynąć łódką na środek jeziora zostawiając na brzegu rozwrzeszczany tłum plażowiczów, krzyczące z radości dzieciaczki… Jakże inna przestrzeń na środku jeziora, szum wody, wiatru, kołysanie łodzią, cisza, spokój… a z dala widać tłumy…
    Czasem trzeba nam zostawić te tłumy i gwar codziennego życia żeby wejść na łódź i wypłynął na głębię spotkania z Jezusem sam na sam. Czerpiąc tam siły na powrót, by czynić to do czego jesteśmy wezwani głosem Miłującego nas Boga. Wtedy mogę tkać moje życia czynami, które będą drogowskazem dla tych rzeszy kalek, ślepców, trędowatych, których i dziś nie brakuje…Wtedy nie będzie rozdźwięku między tym co mówię a tym co czynię. Czasem słyszę piękne i wzniosłe kazania ale to słowo nie trafia do mnie a czasem słowo powiedziane tak prosto,zwyczajnie trafi do mojego serca bo jest to słowo, które nie ma rozdźwięku z życiem, czynię to o czym mówię i mówię to co czynię. I to chwyta nas za serce i to słowo ma moc być drogowskazem dla innych i pomaga nam cisnąc się do Jezusa bo mimo tłumów jest tam miejsce dla każdego z nas.
    Jezu daj mi odwagę każdego dnia zostawiać gwar mojej codzienności by wypłynąć na głębię, w tę ciszę w której zanurzysz mnie w Obecności Boga. A potem wrócę i mocą Słowa Bożego będę dokonywać czynów, do których każdego dnia mnie wzywasz Ty sam – Syn Boży…

  4. „Nie pociągała ich z początku miłość do Jezusa, ale widok tego, że ma moc zrobić coś z tymi ludzkimi biedami”! –
    Czy jednak największą „ludzką biedą” nie jest właśnie brak tej miłości w sercu człowieka; miłości, którą tak naprawdę może dać i daje jedynie Chrystus? Czy bowiem nie jest tak, że to On i tylko On jest dawcą wszelkiego dobra?
    Szli za Nim, „cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć”; aby ich uzdrowił, ale czy nie „czuli”, że czyni to w imię Miłości i, że poza uzdrowieniem widocznym, „namacalnym” daje coś jeszcze, coś o wiele cenniejszego?
    Czy idąc za Nim nie pragnęli „w jakiś sposób” odwzajemnić dobra, które otrzymali, czy nie czuli się pociągnięci Jego Miłością, czy nie budził w ich sercach tęsknoty za Sobą?
    Na „ludzkie biedy” Jezus daje jedno „lekarstwo” – Miłość, której tak naprawdę tylko On jest rzeczywistym źródłem, bo sam jest Miłością – w dużym uproszczeniu – „dogłębnym, prawdziwym pragnieniem rzeczywistego dobra przedmiotu miłości” tj dobra każdego człowieka, aż po największą ofiarę, ofiarę złożoną z Siebie na krzyżu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *