Kościół naszym domem?

Dodano dnia 17/01/2012 | 0 comments

Kościół naszym domem?

Po co są? Czemu służą? Czy mają tchnąć nowego ducha? Przewietrzyć kaznodziejstwo? A może ożywić i pobudzić przeciętnego katolika Kowalskiego do działania? Czy są skuteczne? A może trafiają jak kulą w płot? Jedno jest pewne: są przemyślane. Czasem wiszą gdzieś w gablotce. Zdarza się, że próbują rzucić się w oczy wychodzącym z kościoła, chcąc powiedzieć, że spraw wiary nie zamyka mszalne błogosławieństwo i nie można ich odstawić do momentu kolejnej niedzielnej Mszy św. O czym mowa? O corocznych hasłach roku duszpasterskiego.

wczoraj
Hasło ledwo co rozpoczętego roku kościelnego „Kościół naszym domem” wpisuje się w trzyletni cykl pokazujący Kościół jako dom i szkołę komunii. Miniony rok miał być dla nas okazją do przemyślenia na nowo naszej relacji z Bogiem, wzajemnych stosunków, które będą właściwe tylko wtedy, gdy będzie można nazwać je „komunią”. Co to pojęcie w sobie kryje? Kryje jedność, wspólnotę, aktywne życie wewnętrzne. Bowiem istotą chrześcijaństwa nie jest moralność, ale właśnie wewnętrzne życie z Bogiem. Uczciwe, dobre życie jest niejako skutkiem ubocznym, choć jak najbardziej pożądanym. Można powiedzieć, że żyjąc wewnętrznie aktywnie z Bogiem – komunikując się autentycznie, korzystając z sakramentów, modląc się – stajemy się sobą. Nie chodzi tutaj o zmianę na lepsze. Przeciwnie, muszę odkryć, KIM jestem, poznać SIEBIE. Bo jak mam cokolwiek zmieniać, skoro nie znam stanu obecnego i potencjału, możliwości?

dziś
Żywa, osobista, intymna relacja z Chrystusem jest fundamentem wiary. Nie oznacza to jednak, że słowa „osobista”, „intymna” mają nas zamknąć w czterech ścianach, wyizolować od świata, który kieruje się innymi wartościami niż ewangeliczne. Na tym właśnie polega cały paradoks, że to, co głębokie i intymne, w relacji z Bogiem bardziej otwiera nas niż zamyka, a w konsekwencji nie pozwala nam siedzieć z założonymi rękami. Święty Bazyli trafnie ujął tę rzeczywistość, mówiąc, że we wszystkim należy stawiać wspólnotę ponad samotność. W niej bowiem człowiek mniej krąży wokół siebie, a bardziej skłania się ku drugiemu. Rzadziej spełnia swoje zachcianki, zauważając potrzeby człowieka będącego obok. Zaczyna dostrzegać inny sens życia, co w konsekwencji owocuje radością. I Boga też we wspólnocie łatwiej spotkać. Miał rację Bazyli? Tak, jeżeli w tej relacji czujesz się jak… w domu.
Jak w domu… Dzisiaj dość ryzykowne jest użycie pojęcia „dom”. Nie niesie ono bowiem zawsze pozytywnych emocji, lecz kojarzy się coraz częściej z parzącym ogniem awantur niż z ciepłem domowego ogniska. Jak zauważa abp Stanisław Gądecki, „chodzi o większe zadomowienie wiernych w Kościele i o większe udomowienie Kościoła”. A wszystko po to, by uczestnicząc w liturgii, nie czuć się równie obco jak na zatłoczonym dworcu, oraz by słowo „Kościół” nie ograniczyło się do pasywnego słuchania. Aby kwestii wiary nie zamknąć ani w kręgu prywatnych sentymentów, ani w kościelnych murach. Kolejny rok będzie więc próbą zadomowienia się tam, gdzie już jestem obecny ciałem, będzie szansą zaangażowania się (daj Boże, bardziej widoczną i śmielej wyciągniętą rękę kapłanów duszpasterzy) w aktywną i barwną działalność formacyjną parafii, w kształtowanie jej planów duszpasterskich, ekonomicznych inwestycji. Biskupi bardzo wyraźnie kładą nacisk na gremia, które w polskim Kościele wypadają bardzo blado na tle chociażby Wielkiej Brytanii: rady parafialne.
Przykre doświadczenia lat komunizmu w Polsce wycisnęły na polskim Kościele piętno wysokiej ostrożności i dość mocno ograniczonego zaufania. Zresztą nie ma się co dziwić, że lata prześladowań spowodowały, że plany działań duszpasterskich, a już na pewno kwestie ekonomiczne, były omawiane i ustalane w wąskim gronie. Dziś Kościół, który ma być domem, musi tworzyć miejsca spotkań i dyskusji zarówno nad modelem posługi duszpasterskiej, jak i nad parafialną kasą. W końcu w domu choć nie wszyscy mają dostęp do portfela rodziców, to przynajmniej wiedzą, gdzie on się znajduje. Bo i mądrzy rodzice mają świadomość, że zdobywane środki będą wykorzystane optymalnie jedynie przy szerszej akceptacji i zrozumieniu ze strony całej rodziny. Zatem obecny rok duszpasterski powinien być czasem refleksji nad sposobem funkcjonowania istniejących już Parafialnych Rad Ekonomicznych i Parafialnych Rad Duszpasterskich oraz ewentualnego kreowania tych zarządzających wspólnot. Pierwszy Krajowy Kongres Parafialnych Rad Duszpasterskich już w 2013 roku.
Otwieranie się Kościoła na zaangażowanie świeckich to żmudne zadanie. I choć wielu osobom pachnie syzyfową pracą, to nie będzie nią nigdy, jeśli suche, schematyczne formy i gremia zaczną przybierać ludzkie oblicze. Wtedy spotkania z ludźmi o niejednokrotnie odmiennych poglądach staną się szansą wzajemnego ubogacenia. Bo przecież każdy człowiek, którego spotykam, ma coś, czego ja nie mam, jest w czymś lepszy ode mnie. „Czeka nas trudna i długa praca nad poprawą jakości relacji wzajemnych w Kościele” – stwierdza abp Gądecki. Choć należy przyznać, że Kościół polski ma już piękne doświadczenia na polu liturgicznym w osobach pierwszych stałych diakonów czy w dość pokaźnej liczbie nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej, dzięki którym także wielu chorych ma szansę na Komunię eucharystyczną w każdą niedzielę.
Kościół musi również się zadomowić, tak by w pewnym sensie mój dom stał się Kościołem dla rodziny. By był też miejscem, w którym można spotkać się z Bogiem na wspólnej rodzinnej, małżeńskiej modlitwie. Miejscem, gdzie temat wiary, także wątpliwości, nie będzie spychany na margines. Miejscem, w którym chrześcijańscy małżonkowie najintensywniej wypełniają misję katolickiego wychowania swoich dzieci. Czy te dwa kierunki: zadomowienia i udomowienia Kościoła, mają wspólny mianownik? Tak, jest nim odpowiedzialność, której można sprostać jedynie wtedy, kiedy ów Kościół szanujemy i uznajemy Jego autorytet. Słowem: kochamy. A w Nim nie można być dla siebie sterem, żeglarzem i okrętem.

jutro
Czy zatem będzie czegoś brakowało współczesnemu Kościołowi w Polsce po wprowadzeniu w życie owych duszpasterskich koncepcji? Co nowe kościelne szaty powinno uzupełnić? A może wypełnić? To duch nowej ewangelizacji. Nie jest celem stworzenie wspólnoty dobrze komunikującej się, wspólnie działającej wewnętrznie, wypełniającej liturgiczne obrzędy, sprawującej sakramenty dla siebie samej. My mamy „być solą ziemi” (co stanie się hasłem przyszłorocznym). Mamy nadawać smak zgorzkniałym, ukazywać sens pochłoniętym przez beznadzieję. Czy jesteśmy zdolni do tego? Czy wykorzystujemy wszelkie możliwe, etyczne metody? Czy działamy na wszystkich frontach? Będziemy wspierani przez Kościół powszechny, który przygotowuje się do nadzwyczajnego synodu biskupów na temat nowej ewangelizacji.

na zawsze
Spodobało się Bogu doprowadzić ludzi do zbawienia nie osobno, ale jako wspólnotę. Nie ma też innej tak pełnej środków drogi do zbawienia jak Kościół Chrystusowy, który istnieje w Kościele Katolickim. Warto, by łączyło nas też słowo Boże, rozważanie go nie tylko na homiliach w kościelnych murach, ale również pośród ścian naszych mieszkań. Bo choć zapewne nigdy z imienia i nazwiska nie będziemy w stanie wymienić wszystkich uczestników niedzielnej liturgii, to budującą jest żywa świadomość, że pomimo braku wzajemnej znajomości i różnych spojrzeń łączy nas Chrystus w Słowie i Eucharystii.
Napisałem na wstępie, że program duszpasterski Kościoła w Polsce zdaje się być przemyślany. I rzeczywiście nie został postawiony na głowie. Pierwsze miejsce oddano życiu wewnętrznemu w komunii z Bogiem, drugie – doświadczeniu poczucia wspólnoty, by wreszcie razem świadczyć wobec świata, że chrześcijaństwo myszką nie trąci i w 2012 roku ma wiele do zaoferowania, także tym, którzy nad nim chcieliby wreszcie postawić krzyżyk.

Artykuł ukazał się w „Czasie Serca” 1/2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *