klimatyczność…

Dodano dnia 14/09/2010 | 1 comment

klimatyczność…

Dziś przeszliśmy niezbyt długi odcinek do Hornillos del Camino. Jednouliczkowe miasteczko, z kościołem, albergue, barek i sklepem przemienia się w tętniącą życiem mieścinę już po południu. Udało się odprawić Mszę świętą, jak z resztą każdego dnia, choć tym razem, także dla 12 innych pielgrzymów. Wieczorem przesiedzieliśmy z 2 Słoweńcami przegrywającymi na harmonijce… A ona przecież też coś waży.

Dziś z „pomocą” lokalnej hospitaliery uświadomiłem sobie, że moje pielgrzymowanie nie jest sprawą prywatną… Sprawowana Msza nie może tutaj być sprawą własną…

Nie sposób się zgubić... przynajmniej na szalku

Teorie porzucania rzeczy są dwie: zepsuło się, albo za dużo waży...

Marzenia...

Caffe con leche... hit poranka

Jest i ekipa grająca

Jeden komentarz

  1. To prawda, szczególnie, że o Msze Św. na camino często trzeba powalczyć, nawet w niedzielę. Czasem jest dużo osób, które chętnie się przyłączą, choć sami nie szukają kościoła, mszy, ani księdza.. To jest fajne, że na camino robi się dużo rzeczy spontanicznie, pod wpływem chwili, sytuacji..;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *